.

.

czwartek, 20 lipca 2017

Radosny pisk.

Ostatnie dni przed wyjazdem jestem zaganiana, ale też i na maksa ucieszona tym, że to już za chwileczkę, już za momencik. Urlop. W duszy mi piszczy, cała jestem jednym wielkim piskiem...z radości. Do Polski, wreszcie.
 Torby prawie spakowane, masę rzeczy do wywiezienia naszykowane, ogarniam towarzystwo łącznie z psem, by niczego nie zapomnieć, a  potem w drogę.
 Dziś pomyślałam sobie, że szkoda iż w podróży ten internet tak coś nieklawo działa. Niby jest, a jednak ucieka. Taki psotnik. Może szybciej i milej  zleciałby ten czas. Ale z drugiej strony może to i dobrze, bo jeszcze pokusiłabym się o pisanie dziennika podróży i pewnie wyglądałby on mniej wiecej tak :----
Wjeżdżamy na prom,wypływamy w morze... płyniemy, płyniemy... buszujemy w sklepie bezcłowym i gołocimy kartę pana męża, albo i moją gdyby pan mąż mocniej zamrszczył brwi ;), płyniemy, płyniemy, płyniemy... a jeśli buja, buja, buja,  to rzygamy, rzygamy, rzygamy i zieleniejemy na twarzy. Płyniemy, buja, rzygamy. Zjeżdżamy z promu i jedziemy, jedziemy, jedziemy. Powoli odzyskujemy naturalny kolor. Jedziemy, jedziemy... śpiewamy, śpiewamy-- bo gdy w radio lecą piosenki nam znane, to dajemy z siebie wszystko. Jedziemy, jedziemy, jedziemy. Przekraczamy granicę duńsko--niemiecką.. Jedziemy, jedziemy... Nasze nastoletnie dzieci zaczynają się przerzucać słowami, a potem kłócić. O miejsce, o rzuconą bluzę, poduszkę, "byleco", o wszystko.
Jeszcze kilka lat temu bywało gorzej, dzieci na tylnym siedzeniu z nudów zaczynały się najpierw przerzucać słowami, szturchać łokciami,  potem bić, na koniec tłuc. Na szczęście już z tego wyrosły. Teraz są tylko pyskówki. No chyba, że śpią, to panuje spokój.
Tak więc jedziemy, jedziemy... mnie powoli zaczyna trafiać szlag. Pan mąż zgrzyta zębami i para zaczyna uchodzić mu z uszu. Nie pomaga nawet termosikowe dolewanie kawy.
Jedziemy, jedziemy i zaczynają się zgrzyty, nikt już nie ma ochoty na śpiewanie, w między czasie przekraczamy granicę polsko-niemiecką. Jedziemy, jedziemy... coraz bardziej zmęczeni zaczynamy się niecierpliwić. Nie pomagają postoje i pikniki w plenerze. Zmiana za kierownicą i teraz ja wiozę towarzystwo na wakacje. Jedziemy, jedziemy - a z boku co chwilę słyszę- gdzie ta noga, gdzie ta ręka, a spojrzałaś w  lusterko, za bardzo ścięłaś skręt, itp itd, a miał przecież odpoczywać. Mordercze myśli zaczynają mi się kołatać po głowie, albo chociaż "gumowego młotka dajcie mi".
Jedziemy, jedziemy, kłócimy się, kłócimy i wydaje się, że nie możemy już na siebie patrzeć. I tak milutko pyka nam ponad dwudziestoczerogodzinna podróż.
A gdy dojeżdżamy na miejsce nagle wszystko ulatuje i znów jesteśmy zmęczoną, ale"idealną" rodzinką, witaną przez otwarte drzwi domu rodziców i ich stęsknione ramiona.
Ktoś się niecierpliwił? ktoś się kłócił ? a może ktoś tłukł ? nie pamiętamy :). Przecież ta podróż była taka fajna ;).
A z tyłu głowy myśl, że za trzy tygodnie powtórka z rozrywki tylko w drugą stronę... ale to dopiero za trzy tygodnie. :). Urlop. Laba. Odpoczynek. Nadchodzimy.

niedziela, 9 lipca 2017

W norweskim lecie można się zatopić... tzn. utopić :/

Nie oglądam wiadomości. To znaczy nie, wróć..zbuntowałam się i nie oglądam prognozy pogody.
Jak słyszę, że w Polsce jest upał, słońce, ciepełko, a ludzie narzekają to chce mi się wyć, gryźć i kopać co popadnie.  JA CHCĘ TAKIE UPAŁY, JA KOCHAM TAKIE UPAŁY.... JA PRAGNĘ TAKICH UPAŁÓW !!!
 Dziś u nas od rana pada i wieje tak jakby ktoś się powiesił. Suszarkę z praniem już trzy razy ganiałam po tarasie. Całe szczęście, że wiszą na niej tylko ręczniki, bo gdyby wisiały tam moje koronkowe niewymowne, to na bank wywiałoby je poza taras i ganiałabym je w koło bloku.
 A jutro, najdalej pojutrze w naszych skrzynkach pocztowych byłyby kolejne "odezwy", że majtkom fruwającym po terenie naszego osiedla - mówią stanowcze NIE .
Zresztą czemu oni nie mówią "nie", to głowa mała. Donice z kwiatami przed drzwiami wejściowymi --NIE, dwa samochody na parkingu --NIE ( można tylko jeden, ale głupa rżniemy i stwiamy dwa ;-), bo przecież z z jednego powietrza nie śpuścimy i w kieszeń nie wsadzimy), anteny satelitarnej --nawet na dachu --NIE.  I można tak mnożyć i mnożyć bez końca. Prawie jak Alternatywy 4 ;). A pewnie niedługo znów coś dojdzie, bo szanowni zarządzający wczoraj ponownie debatowali. Swoją drogą zastanawia mnie dlaczego zawsze debatują przy śmietnikach :-) co ich tam tak bardzo ciągnie ??? jak ich tam widzę -tę szanowną trójcę w postaci jednego pana i dwóch pań, to aż mi nieswojo śmieci wynosić, bo bacznym okiem przyglądają się sprawdzając czy posegregowałam te nasze odpadki. Co to robi z człwieka poczucie obowiązku, przejmowanie się rolą i zbyt dużo czasu do dyspozycji. Niby łaskawszym okiem ostatnio na nas patrzą, bo pan mąż społecznie sam kwiaty posadził. No nie tak całkiem sam z siebie, bo go zwerbowali, ale zawsze to jakiś plus na naszą korzyść ;). A jak się ma psa, co solą w oku niektórym mieszkańcom siedzi, to zawsze coś, nawet taki mały plus.
O matko jak wieje, lecę znów ganiać suszarkę po tarasie... albo ja ją, albo ona mnie ....